Odliczanie do setki: tułaczka i powrót

4 lutego 2015, 13:41   Mistrzyni kuchni

Burzenie gmachu łódzkiej Filharmonii, lipiec 1999. Fot. Andrzej Wach. Dziennik Łódzki 1999 nr 171.

Burzenie gmachu łódzkiej Filharmonii, lipiec 1999. Fot. Andrzej Wach. Dziennik Łódzki 1999 nr 171.

Po zamknięciu starego gmachu Filharmonii Łódzkiej w 1987 r. koncerty odbywały się w różnych miejscach: w sali Urzędu Miasta, sali koncertowej Państwowego Liceum Muzycznego przy ul. Sosnowej, Muzeum Historii Miasta Łodzi i w kościele ewangelicko-augsburskim pw. św. Mateusza. Ówczesny dyrektor naczelny Zbigniew Lasocki po latach wspominał: „Kiedy pod koniec lat 80. ubiegłego wieku wyprowadzaliśmy się ze starego, niespełniającego norm bezpieczeństwa budynku przy ulicy Narutowicza 20, wiedziałem, że czeka nas trudny okres, ale nigdy nie myślałem, że będzie trwał aż tak długo”. Nie od razu jednak gmach został zamknięty całkowicie; przez pewien czas nadal odbywały się w nim próby orkiestry oraz nagrywane były płyty dla wytwórni Danacord.

Trudny czas osładzały filharmonikom liczne koncerty za granicą. Zbigniew Lasocki wspominał: O tych podróżach tak opowiadał Zbigniew Lasocki: „W mojej pierwszej kadencji  udało mi się wprowadzić dział, który bym określił jako impresariat. W ówczesnej Polsce działał głównie Pagart. Moim osiągnięciem było organizowanie samodzielnych artystycznych wyjazdów Filharmonii do innych krajów, która to działalność trwa po dziś dzień, a zapoczątkowało ją zorganizowanie w roku 1989 wyjazdu do Hiszpanii”.

CZYTAJ DALEJ >

Podziel się na:
  • Drukuj
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • RSS
  • Twitter
  • Blip
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Blogplay
  • blogmarks
  • Gwar
  • Poleć
  • Digg

Odliczanie do setki: wyprowadzka z Narutowicza 20

26 stycznia 2015, 12:42   Mistrzyni kuchni

Widok perspektywiczny części frontowej i tylnej budynku filharmonii łódzkiej.  Z zasobu Archiwum prywatnego inż. arch. Witolda Millo

Widok perspektywiczny części frontowej i tylnej budynku filharmonii łódzkiej.
Z zasobu Archiwum prywatnego inż. arch. Witolda Millo

Gdy w 1974 r. ogłoszono wyniki konkursu architektonicznego na nowy gmach łódzkiej filharmonii, w środowisku muzyków i melomanów zapanowała prawdziwa euforia. Niestety, tak szybko jak się pojawiła, tak i szybko prysła. Droga łódzkiej filharmonii do własnej siedziby miała się okazać długa i wyboista. Udało się ja zrekonstruować między innymi dzięki informacjom od redaktor Ilony Grzesiak z łódzkiej rozgłośni Polskiego Radia, która była zaangażowana w wydarzenia tamtych lat.
Już w roku następnym z planów miasta skreślono planowaną budowę. Nie wiadomo, czy filharmonia kiedykolwiek by powstała, gdyby nie grono osób pełnych energii i wiary w sukces. 4 marca 1976 roku na łamach „Głosu Robotniczego” ukazała się informacja o najnowszych decyzjach, jakie zapadły w tej sprawie: lokalizacja gmachu została zmieniona i zdecydowano, że stanie „przy ulicy Głównej u zbiegu z ul. Kilińskiego, w miejscu projektowanego tu dawniej domu towarowego.” Głównym projektantem obiektu, którego budowa miała się rozpocząć w 1976 r., pozostał laureat głównej nagrody konkursu architektonicznego, mgr inż. arch. Witold Millo.

CZYTAJ DALEJ >

Podziel się na:
  • Drukuj
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • RSS
  • Twitter
  • Blip
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Blogplay
  • blogmarks
  • Gwar
  • Poleć
  • Digg

Odliczanie do setki: koncerty Artura Rubinsteina

19 stycznia 2015, 12:12   Mistrzyni kuchni

owacje

30 maja 1975 Teatr Wielki w Łodzi. Fot. Jerzy Neugebauer. Z zasobu Archiwum Filharmonii Łódzkiej im. Artura Rubinsteina.

Wśród wykonawców, którzy koncertowali z Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Łódzkiej, najważniejszy jest oczywiście pianista Artur Rubinstein. Artysta, który zyskał sławę i podziw na całym świecie, urodził się w Łodzi i tu rozpoczął swoją edukację muzyczną. Z tym miastem wiązały się jego pierwsze muzyczne przeżycia: tutaj bowiem nie tylko słuchał muzyki, ale także odbył swój pierwszy publiczny występ. Szczególne wspomnienia wiązał z salą Łódzkiego Domu Koncertowego przy ulicy Dzielnej, gdzie jako młody chłopak, 9 marca 1892 r., słuchał  koncertu młodego skrzypka Bronisia Hubermana. Tego dnia rozpoczęła się piękna, trwająca całe życie przyjaźń tych dwóch muzyków. W tej sali po raz pierwszy w życiu Rubinstein słuchał brzmienia orkiestry, a była to Orkiestra Juliusa Quasta Holenderskiego Stowarzyszenia Orkiestrowego w Arnhem. Tu wreszcie odbyły się jego wszystkie łódzkie koncerty (a było ich ponad trzydzieści!) poza dwoma: pierwszym, zorganizowanym na cel dobroczynny, który najprawdopodobniej odbył się w salonie muzycznym w pałacu przemysłowca Henryka Grogmana, oraz ostatnim, który zorganizowano w Teatrze Wielkim w Łodzi.

CZYTAJ DALEJ >

Podziel się na:
  • Drukuj
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • RSS
  • Twitter
  • Blip
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Blogplay
  • blogmarks
  • Gwar
  • Poleć
  • Digg

Odliczanie do setki: dwaj giganci – Henryk Czyż i Zdzisław Szostak

12 stycznia 2015, 14:56   Mistrzyni kuchni

W historii Filharmonii Łódzkiej, wśród wielu nieprzeciętnych osobowości, w szczególny sposób zapisali się dwaj muzyczni giganci: Henryk Czyż i Zdzisław Szostak.

Henryk Czyż, dyrygent, kompozytor i pedagog, w swojej karierze dyrygował wieloma znakomitymi zespołami. Wśród nich trzeba koniecznie wymienić orkiestry filharmonii: leningradzkiej, berlińskiej, sztokholmskiej, madryckiej oraz orkiestry BBC i Santa Cecilia. Propagował muzykę współczesną; na polskie sceny operowe i estrady koncertowe wprowadził m.in. wiele dzieł Igora Strawińskiego, Artura Honeggera i Claude’a Debussy’ego. Był też wybornym popularyzatorem muzyki: pisał książki oraz prowadził programy telewizyjne o muzyce, wśród nich przebojowy „Nie taki diabeł straszny”.

Kierownictwo muzyczne łódzkiej filharmonii sprawował dwukrotnie: 1957–1960 oraz ponownie od roku 1972. Za drugim razem jego zastępcą był świetny dyrygent i kompozytor Zdzisław Szostak – lata ich współpracy należą do najlepszych w historii filharmonii. Podczas wywiadu, którego z okazji 60-lecia swojej działalności artystycznej udzielił Bożenie Pellowskiej-Chudobińskiej („Ziemia Łódzka” 2010 nr 1), wspominał: „Przyznam, że z Henrykiem Czyżem pracowało się cudownie! Realizowaliśmy dzieła o podobnym ciężarze gatunkowym, np. gdy on przygotowywał „Króla Dawida” Honeggera, ja dyrygowałem Requiem Brittena itd. Na co dzień pracowałem z orkiestrą ja, natomiast kiedy Czyż przyjeżdżał, mogłem realizować swoje indywidualne zaproszenia koncertowe. Jeździłem wówczas m.in. do Włoch, Niemiec, Gruzji, nawet do Armenii, dyrygując koncertami także nieco bliżej kraju, jak w Brnie, w Bratysławie i wielu innych europejskich miastach. Poza krajem dyrygowałem ponad 150 koncertami, łącznie z tymi z Filharmonią Łódzką.”

CZYTAJ DALEJ >

Podziel się na:
  • Drukuj
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • RSS
  • Twitter
  • Blip
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Blogplay
  • blogmarks
  • Gwar
  • Poleć
  • Digg

Odliczanie do setki: dansingi w „Tabarinie”

22 grudnia 2014, 15:21   Gadam

Gmach łódzkiej filharmonii. Lata 40. XX w. Archiwum Filharmonii Łódzkiej im. Artura Rubinsteina z archiwum prywatnego Barbary Ligęzy.

Gmach łódzkiej filharmonii. Lata 40. XX w. Archiwum Filharmonii Łódzkiej im. Artura Rubinsteina z archiwum prywatnego Barbary Ligęzy.

Kiedy w 1887 roku inaugurowano działalność Łódzkiego Domu Koncertowego w Łodzi, przeznaczonego po II wojnie światowej na stałą siedzibę łódzkiej  filharmonii, pisano, że jest on jednym z najpiękniejszych, najbardziej okazałych budynków w mieście. Jakże inaczej gmach ten był oceniany sześćdziesiąt lat później! We wrześniu 1951 roku pisano: „Tak szpetnego, odrapanego  frontonu nie ma chyba w całej Łodzi. Jak więc możliwe, żeby taka brzydota kryła takie piękno?… (…) Miary dopełnia lokal byłego ›Tabarinu‹, zamknięty na cztery spusty od niemal trzech lat, brudny od zewnątrz jak fronton Filharmonii.”

Przed wojną i w czasie okupacji nazwę „Tabarin” nosił elegancki  lokal restauracyjny, usytuowany na parterze filharmonicznego gmachu. Nie był on bynajmniej pierwszą restauracją w tym miejscu. Już w lutym 1899 r. dzierżawca tego lokalu, pan Benndorf, informował, iż „do dyspozycji Sz. Gości” są „nowootwarte gabinety oraz codzienne koncerty kapeli Straussa”. Dwanaście lat później mieszczący się tam  kabaret „Ermitaż” anonsował  przedstawienia kabaretowe i zabawy z tańcami. W 1920 r. w tym samym miejscu powstała restauracja „Teatralna”, a jej właściciel, Stanisław Engler, prosił publiczność „o zaszczycenie go względami swymi”. Interes najwyraźniej prosperował dobrze, bo cztery lata później Engler miał już dwie sale: kawiarnianą z cukiernią oraz restauracyjną, w której odbywały się dansingi.

CZYTAJ DALEJ >

Podziel się na:
  • Drukuj
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • RSS
  • Twitter
  • Blip
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Blogplay
  • blogmarks
  • Gwar
  • Poleć
  • Digg

Odliczanie do setki: sezon pełen jubileuszy

24 listopada 2014, 15:18   Mistrzyni kuchni

Sezon artystyczny 1950/1951 w Państwowej Filharmonii w Łodzi upłynął pod znakiem dwóch jubileuszy: świętowano pięciolecie działalności tej instytucji oraz 35-lecie istnienia orkiestry. Los szykował nawet prezent dla Jubilatki: wkrótce ważne funkcje w Filharmonii mieli objąć dwaj wybitni artyści, dzięki którym możliwy był dalszy rozwój artystyczny zespołu. Mowa o Bohdanie Wodiczce oraz Władysławie Raczkowskim.

Nadejście Wodiczki (1911–1985), dyrektora Filharmonii Bałtyckiej i profesora Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w Sopocie, zapowiadano już podczas koncertu inaugurującego sezon 1950/1951. Dyrektor Roman Iżykowski, podsumowując dotychczasową działalność w programie koncertowym, napisał między innymi: „Pięcioletnia w sumie praca nad zespołem dyrygenta tej klasy, co Zdzisław Górzyński, pierwszy dyrektor Filharmonii Łódzkiej po wojnie, sumiennego pedagoga Włodzimierza Ormickiego, instruktorów poszczególnych grup orkiestrowych i dyrygentów gościnnych – wydała już cenne owoce. Pozyskanie na stałe dla Łodzi artysty tej miary, co Bohdan Wodiczko, współpraca Filharmonii Bałtyckiej i Opery Leśnej w Sopocie, rokuje dla Filharmonii Łódzkiej na rozpoczynane nowe pięciolecie najpiękniejsze nadzieje”.

Bohaterkami koncertu inauguracyjnego, który odbył się 8 września 1950 r., były Grażyna Bacewicz i Wanda Wiłkomirska. Prowadził go właśnie Wodiczko. W programie (obok Koncertu skrzypcowego Chaczaturiana) znalazł się Koncert na orkiestrę smyczkową Bacewiczówny, a kompozytorce, która tego wieczoru zasiadała na widowni, zgotowano nie lada aplauz.

CZYTAJ DALEJ >

Podziel się na:
  • Drukuj
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • RSS
  • Twitter
  • Blip
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Blogplay
  • blogmarks
  • Gwar
  • Poleć
  • Digg